
Rok minął jak z bata strzelił… Tak, to już prawie 365 kartek z kalendarza temu po raz pierwszy zasiadłem w studiu Grudziądzkiego Radia Internetowego… Ten rok dla mojego programu był udany, chociaż nie ukrywam, że były także i chwile zwątpienia… Ale dziś nie o tym…
Dziś chciałbym opowiedzieć słuchaczom, a w tym momencie raczej czytelnikom, o swoich spostrzeżeniach po roku, w którym chcąc, nie chcąc, zostałem “wciągnięty” w cyklon o nazwie “środowisko zjawisk paranormalnych”. Jasne, że od lat interesowałem się kwestiami niezbadanymi, na półce w moim pokoju spoczywają dziesiątki czasopism o tematyce paranormalnej. Jednak nie sposób było wtedy mówić o “środowisku”. Byłem jak setki, ba, tysiące nawet pasjonatów, którzy czytali, słuchali, oglądali to, co do powiedzenia mają inni. Teraz z tymi właśnie innymi przyszło mi nie raz, nie dwa rozmawiać i pracować podczas przygotowywania kolejnych odcinków Para-Radia. Oto kilka rzeczy, które szczególnie zmieniły mój pogląd na ten mały światek zjawisk paranormalnych, czy jak kto woli, niewyjaśnionych.
1. Środowisko jest jak kino – potrzebuje gwiazd.
I takie gwiazdy oczywiście są także i w Polsce! Niestety, gwiazdorstwo nie służy rzetelności. Otóż jeden z moich niedoszłych gości (niedoszłych, bo nigdy nie znalazł czasu na występ w programie, co jeszcze potrafię zrozumieć) stwierdził pewnego razu, jakoby organizacja, z którą jest związany zrobiła dla mojego programu bardzo wiele, i że to dzięki niemu (osobie) Para-Radio stało się w miarę rozpoznawalne. Hm… Tym bardziej ciekawe, że na stronie owej organizacji nigdy nie wspomniano o Para-Radiu, o banerze reklamowym już nie mówiąc…
Gwiazdorstwo to nie tylko przekonanie o swojej wielkości. Jako radiowy “gołowąs” pisałem do wielu magazynów, organizacji, portali, osób prywatnych etc. w sprawie nawiązania współpracy. Odpowiedzieli (pozytywnie lub w ogóle) nieliczni, którzy tym samym zdobyli mój wielki szacunek i sympatię, bo z chęcią godzili się wspomóc moje młodziutkie przedsięwzięcie. Ci, którym zależało tylko na rozgłosie w mediach ogólnopolskich, bądź zwyczajnie na profitach, zupełnie olali sprawę. Cóż… Tak bywa!
2. Obrzucanie się błotem jako jedna z najczęstszych metod badania niewyjaśnionego.
Niestety. Wyzywanie się od “idiotów”, “sekciarzy” czy “gnojów” należy do lżejszych argumentów, którymi można dzielić się publicznie na forach, czy na innych fejsbukach. “Nie macie racji, bo nie debile” również można często spotkać. Oj trzeba uzbroić się w cierpliwość podczas wertowania stron dyskusji, ażeby znaleźć jakiekolwiek logiczne i rzeczowe argumenty “za” lub “przeciw” różnych koncepcji. Często najbardziej aktywni i agresywni są “znawcy”, którzy swoją wiedzę stawiają za pewnik, lub czerpią ją z tak mocnych źródeł jak np. książki pisane przez autorów fantastyki naukowej. Dyskusje z takimi jednostkami czyta się (bo sam nie wdaję się nigdy w takowe) lepiej niż niejedną książkę. Oczywiście należy je opatrzyć znaczkiem “+18″ bo epitety czasem zawstydziłyby niejednego recydywistę.
Niestety, ale środowisko badaczy jest rozbite. “Każdy sobie rzepkę skrobie”. Zawsze zastanawiam się, jak można za pewnik stawiać pewne fakty, które nigdy nie zostały do końca zbadane i stanowią wielką niewiadomą? Twierdzenie “twoja hipoteza jest nieprawdziwa, bo moja hipoteza jest prawdziwa” przypomina często kłótnię dzieci w piaskownicy. A jak się nie ma żadnych argumentów… patrz początek punktu drugiego…
3. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi.
I albo powyższe zdanie to nie prawda, albo “prawdziwej cnoty” w środowisku brakuje. Ten punk łączy w sobie po części dwa poprzednie. Kiedy jednak mówimy czy piszemy coś publicznie, musimy brać za to odpowiedzialność i umieć podjąć DYSKUSJĘ na ten temat. Elementu dyskusji często brakuje w polskim środowisku. Są za to wyzwiska, oskarżenia, straszenie sądem (ponoć się zdarzało!) i temu podobne metody… Niestety, ale internet pozwala na zupełnie anonimowe pisanie o różnych sprawach, a administratorom i moderatorom serwisów i przyserwisowych forum internetowych nieograniczoną wręcz władzę nad nimi. Można zbanować, zmienić lub usunąć niewygodne wpisy… Można WSZYSTKO.
Internauci w większości nie dorośli do wszystkich możliwości, które oferuje im dostęp do sieci. Niektórzy badacze także są internautami… i ich również to dotyczy.
4. Kasa Misiu, kasa!
Bolączka nie do przeskoczenia. Kasa rządziła, rządzi i rządzić będzie. I dla mnie właśnie głównym czynnikiem, który wskaże mi, czy ktoś podchodzi do sprawy rzetelnie, jest to, czy na zjawiskach paranormalnych chce zarobić. Jeżeli tak, jest dla mnie co najmniej mało wiarygodny.
Szczytem dla mnie jest podawanie na swoich serwisach numerów kont, na które można przelać troszkę pieniędzy, ażeby wspomóc biednych badaczy.
Pchanie się do mass mediów też nie działa pozytywnie na wiarygodność. No ale cóż… Polska zna także historię, kiedy to jeden badacz, czy lepiej jeżeli nazwę go “badaczem” próbował wepchnąć hasło ze swoim nazwiskiem do Wikipedii… Na szczęście encyklopedyczność postaci wzbudzała wątpliwości.
Nie mówię, że zarabianie na swojej wiedzy i pracy jest złe! Z chęcią kupię gotowego ebooka jednego z gości Para-Radia, kiedy ten tylko będzie gotowy! Wiem, że włożone zostało w te przedsięwzięcie dużo pracy i czekam na gotowy efekt. Jednak organizowanie konferencji czy spotkań za niemałe pieniądze pod tytułem “wejściówka”, gdzie zalatuje sektą jest już dla mnie niedopuszczalne.
Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wspierali Para-Radio. I nie chodzi tu tylko o gości, którzy są chyba najważniejszą częścią mojego programu. Mówię tu też o ludziach, którzy pomagali nawet przy tak niby drobnych sprawach jak dobór ścieżki dźwiękowej, czy logo audycji. O tych, którzy proponowali tematy i podawali mi namiary na kolejnych gości. O tych, którzy komentowali (także, a może nawet przede wszystkim krytycznie!) nasze programy. Dzięki Wam wszystkim idziemy na przód i jest coraz lepiej.
Specjalne podziękowania idą do Grudziądzkiego Radia Internetowego i Radia Paranormalium. To dzięki Wam zaistnieliśmy i istniejemy.
No i na koniec… Last but not least…
Słuchacze. To dla Was nagrywamy.